Jego pierwsza relacja

Pierwsza dobiegła do zamachowca. Relacja . 20. 20. ... Kiedy jego zdrowie na to pozwoli, Maurice P. usłyszy zarzut usiłowania masowego zabójstwa. 29-latek wjechał w tłum w poniedziałek około godziny 14:30. Zranił prawie 60 osób, w tym 18 dzieci. Każdy mężczyzna powinien w swoim życiu zrobić parę rzeczy, a prawdziwy podróżnik raz zrealizować wyprawę, która sprawdzi jego psychikę oraz siłę fizyczną pod każdym względem. Najlepszym miejscem na sprawdzian jest Wielka Przestrzeń Północy. Dziś pierwsza relacja Marcina, który przedziera się wzdłuż Rosji, by za kilka dni zmierzyć się z Syberią. RPG sesja pierwsza - relacja. Heyka! RPG ciąg dalszy. Poznaliście już moją postać. Ale to nie wszystko! Jako, że zapłonąłem, trzeba korzystać z energii póki jest. ... Widzę pierwszy to elf, drugi chyba jego kompan bo obwieszeni kajdanami i linami jak drzewko Ranalda na festynie. Wiesz te drzewka co to dzieciaki mają słodycze z ... Recital Tomasza Stockingera – pierwsza relacja. Tak bardzo, bardzo na szybko prezentujemy Wam kilka zdjęć z dzisiejszego wydarzenia – recitalu Tomasza Stockingera w MOK Kłobuck z okazji celebrowania miesiąca seniora. ... bo również mężczyźni gorąco oklaskiwali jego występ. Jesteśmy zachwyceni, jeszcze przeżywamy recital, ale ... RELACJA. 100. rocznica urodzin św. Jana Pawła II. ... pełen otwartości i nadziei. W dniu jego setnych urodzin podkreślają, że wzrastali z pochodzącym z Polski papieżem niczym z przyjacielem. Szefująca hiszpańskiemu Stowarzyszeniu Adwokatów Katolickich (AAC) Polonia Castellanos zwraca uwagę na to, że św. ... Prezydent i Pierwsza ... Relacja trwała ponad 40 lat, a piosenkarka była jego pierwszą miłością Kamil Sipowicz zdradził szczegóły swojej relacji z Korą. Przyznał, że romans szybko przerodził się w płomienną miłość. Żużel. Ostrovia - Apator. Jonas Jeppesen superstar! Pierwsza porażka torunian! [RELACJA] Jonas Jeppesen pojechał pięć razy w ostatnich sześciu biegach meczu - wygrał wszystkie z nich ... Narratio prima - Relacja pierwsza. 20/11/2018 ... Tybingę, gdzie spotkał się z wybitnymi przedstawicielami astronomii zasięgając ich opinii o Mikołaju Koperniku i jego teoriach. Nie ma pewności czy od początku celem wyprawy Retyka były odwiedziny Kopernika, czy też dopiero odbyte rozmowy i spotkania skłoniły go do wyprawy na daleką ... 45' Pierwsza połowa meczu potrwa minutę dłużej. HT' Koniec pierwszej części spotkania! Do przerwy prowadzimy w Nowym Dworze Mazowieckim 1:0. Wracamy do Was za kwadrans! 46' Zaczynamy drugą połowę spotkania! W zespole gospodarzy nastąpiła jedna zmiana. Kwiatkowski pojawił się w miejsce Wiśniewskiego. 48' Dobra akcja KGHM Zagłębia!

Polin uderza w Polskę: Sprawa Bartłomieja Kurzei.

2019.07.22 20:03 Gazetawarszawska Polin uderza w Polskę: Sprawa Bartłomieja Kurzei.

ADMINISTRATOR OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE 22 JULY 2019 HITS: 42 EMPTY
Po sprawie Rybaka, mamy sprawę Kurzei, tj. artysty rzeźbiarza, który z okazji jakiegoś osobistego święta spalił czy utopił kukłę marzanny. Kurzeja, jako artysta, obdarzył marzannę cechami rzekomo „semickimi”, zdefiniował ją jako brzydką oraz w okrzykach uchodzących za antysemickie — okrzyki pochodziły od — rzekomo – Rempalskiego, Łukasza Macieja — wrzucił to swoje stworzenie do wody, a całe widowisko nagrał i opublikował na YT.
Za ten czyn Kurzeja został postawiony przez prokuraturę w stan oskarżenie przed sądem karnym rejonowym w Warszawie / 2019 rok -V K 87/18. Sprawę prowadzi sędzia Anna Tyszkiewicz http://bip.warszawa.so.gov.pl/artykul/987/848/lista-sedziow. Oskarżycielem publicznym jest prokurator Dariusz Ziółkowski, którego na rozprawie nie było!!! Prokurator ten wniósł akt oskarżenia do sądu, za zawiadomieniem o przestępstwie ze strony Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych i może dodatkowo jakiejś gminy żydowskiej w Warszawie, które to wszystkie są ośrodkami antypolskiego terroru i grabieży naszego majątku.
+
Sprawa Kurzei jest jednak sprawą szerszą niż zwykłe zwalczanie antysemityzmu i podobnie do sprawy Rybaka jest szeroko wpisana w wydarzenia medialne – międzynarodowe. W sprawie Rybaka proces karny rozpoczął się w momencie przybycia Beaty Szydło do Izraela, a w sprawie Kurzei proces ten był ukoronowany zamieszkami LGBT w Białymstoku, gdzie Witek, policjanci, episkopat i nieśmiertelna Beata Szydło — na przemian — składali deklaracje, że nietolerancja nie przejdzie — el fascismo no pasara — i winni bandyckich zachowań będą ukarani.
Coraz bardziej zidiociały, wyalienowany naczelnik Kaczyński chodził po stadionie na pikniku w Chełmie i tam smakował liczne ludowe przysmaki, które każdy inny dziad też mógł sobie to kupić, bo dzięki Kaczyńskiemu jest 500+ i wszyscy mają pieniędzy jak lodu. 📷
Kaczyński, Duda, Morawiecki - ŻYDOWSKI ZAMACH STANU W POLSCE! ...(Okupacja żydowska w Polsce)+++ Laudetur Iesus Christus Dzierżawca karuzeli w sezonowym wesołym miasteczku, pogromca i treser podwórkowych kotów, wielki strateg Jarosław Kaczyński, mianowaniem żyda Morawieckiego na premiera Polski, ...
+ Obie sprawy, Rybka i Kurzei, są oczywistymi prowokacjami prowadzącymi do publicznej tresury Polaków przez żydów. +
Pierwsza rozprawa przeciwko Kurzei odbyła się w dniu 18 lipca 2019 roku, oskarżony Kurzeja nie przyznał się do winy i złożył liczne wyjaśnienia, mówiąc o złożoności charakteru zdarzenia: a to, że miało to być wydarzenie artystyczne, a to, że istnieje wyższość cywilizacji łacińskiej nad innymi w kwestii poczuciu piękna, a to, że nie chciał nikogo obrazić etc… etc.
To znaczy Bartłomiej Kurzeja kajał się przed sądem, a potem nawet przed świadkiem żydem Lesławem Piszewskim.
To znaczy Kurzeja kajał się z tego tylko powodu, że jest Polakiem i marzanna, którą stworzył, a potem zniszczył, miała wyrażać coś, co on Polak Kurzeja miał w swojej artystycznej duszy czy myśli.
Terytorialnie rzecz biorąc, Kurzeja dokonał czynu w swojej ojczyźnie, której to ziemi nigdy nikomu nie ukradł, bo tu był od zawsze, a więc topiąc tę żydówę nikomu nie zawadzał, bo był u siebie. A Polak w Polsce może sobie topić każdego obcego, kogo tylko musi lub powinien – pomijając oczywiście sprawy prywatne, prywatnie topić nie wolno, bo jest to przestępstwo. Tu zaś Kurzeja występował jako mąż stanu, twórca w sprawie stanu, bolejący nad swoim państwem i narodem, za które ponosi odpowiedzialność mierzoną talentem, jaki otrzymał w depozycie od Boga – czyli Kurzeja działał pro publico bono.
+
Tu, w tej kolejnej sprawie karnej żydów przeciwko osamotnionemu Polakowi, mamy już do czynienia z ustalonym standardem zasad żydowskiego terroru wobec Polaka — ludobójstwa. Żyd przedstawia się jako ofiara polskiego antysemityzmu lub nawet straszniej – jest reprezentantem świadkiem świadków, żydów z gminy, którzy tak cierpią z powodu polskiego antysemityzmu, że aż nie mogą się osobiście pojawić przed sądem i wysyłają tam swojego żydowskiego delegata. Delegat ten przedkłada sądowi żydowskie krzywdy, spowodowane przez proste, błahe nawet zdarzenie, ale jest to bez znaczenia, bo jego tytuł jest dobry, który potem już szeroko rozwinięty autentyczną wielką materię uderzeniową. W ramach tego rozwinięcia — terroru — gdzie o samym zdarzeniu nie da się powiedzieć zbyt wiele lub nawet wcale, bo np. jest brak dowodów, żyd recenzuje myśli i wartości, jakie Polak ma w głowie. Bo sprawca antysemita coś tam sobie uzewnętrznił, a które uzewnętrznienie miało choćby miejsce w jego własnym polskim domu, ale co jest żydowi — sądowi — bez znaczenia, gdyż w Polsce nie ma ani jednego zakątka ziemi, będącego wolnym od żydowskiej jurysdykcji. Polska PiS 2019 to proste powtórzenie żydowskiego terroru w Rosji lat 20-30, jednymi z różnic jest brak gułagów i piwnic CZEKA, gdzie żydzi masowo strzelali więźniom w tył głowy. Bo czas idzie do przodu, nawet dla żydów, poza tym, po co marnować tyle mięsa polskiego w polin, skoro można jego dużą część wysłać na roboty do Niemiec czy do obrony żydaera w Palestynie. Ci Polacy, którzy zostają w Polsce, muszą być jednak odpowiednio wytresowani i po to są te procesy Kurzei, Rybaka, to dlatego zamordowano Ratajczaka. Sprawa materialności dowodów, prawa jednostki ludzkiej do zachowania swego środowiska socjalnego czy kulturowego jest bez znaczenia. Zwrotnikiem wszystkiego jest żyd. Jeśli żyd tylko tak sobie coś oceni, to Polak będzie przez niego ukarany. Karalność Polaka przez żyda jest prosta: swoją jedynie obecnością w sądzie żyd jest już wyrocznią, od której nie ma odwrotu. Polak będzie ukarany przez żyda, za to jedynie, że Polak zachowuje się po polsku w swoim własnym polskim domu, że spełnia obowiązki polskie, pielęgnuje polski etos ludowo-kulturowy, czy jedynie myśli w sposób antysemicki. Takiego żydowskiego terroru myśli nie ma nawet w Palestynie okupowanej przez żydaera! Tam, gdzie żydzi dokonują egzekucji na szkolnych uczennicach za posiadanie nożyczek w tornistrze z kredkami i zeszytami, a jest bez znaczenia, że to jest jeszcze dziecko, a nożyczek w tornistrze nie było i wykrywacz metali niczego nie wykrył!
Polin 2019, współczesna bolszewia, jest gorszy nawet niż Palestyna, bo tam mordują ciało, ale duch jest wolny. W Polsce żyd przejmuje myśli Polaka, jest katem jego polskiej wyobraźni i zabija mu sumienie, odpowiedzialność, miłość i w końcu duszę, a śmierć cielesna nadchodzi sama.
Zauważmy: żyd w Polsce nie jest Polakiem – rzecz jasna, nigdy nie miał tu legalnego prawa pobytu, wszystko, co posiada, jest nielegalne, bo pochodzi z rozboju, żyd jest rasistowskim najeźdźcą i na przykładach przypadków Kurzei, Wysoka prowadzi wojnę psychologiczną przeciwko nam jako całości, której celem ostatecznym jest żydowskie ludobójstwo na Polakach. W tym szatańskim terrorze żyd jest zwrotnikiem wszelkiego prawa, na wszystko ma usprawiedliwienie, a nawet nakaz: Hebrajskie mordy, ludobójstwa na narodach Ziemi Świętej, gwałty na kobietach mają liczne wzorce w Starym Testamencie, które teraz — religijnie — aplikuje się na Polakach. Hebraizacja Polski odbywa się bez niczyjego protestu, obrazy Starego Testamentu są właśnie wzorcem żydowskiego zachowania, i koszernym usprawiedliwieniem. W takich wypadkach — przykładowo — rabini mówią: „b…g tak chce, przeczytajcie o zachowaniu Dawida na dachu”.
+
Nie ma wątpliwości co do tego, że oskarżony Kurzeja jest winny zbrodni antysemityzmu i będzie za to skazany. Sprawa Kurzei to mały drobiazg wielkiej całości i jako taki będzie bezwzględnie wpisany w nurt wydarzeń toczących się w Polsce co najmniej od 17 września 1939 rok – choć faktycznie od wieków.
W krótszej perspektywie proces ten — jak i wiele innych np. Grzegorza Wysoka czy Piotra Rybaka, rytualny mord na Dariuszu Ratajczaku — jest formalno-mentalnym pokłosiem apostazji Jana Pawła II, który namaścił żydów na światowy ośrodek władzy, na jedyne prawomocne echo wszelakich krzywd rasizmu i ksenofobii, probierz prawdy, jaczejkę certyfikatów legalizmu nie tylko czynów, ale i myśli. Przez ćwierć wieku Jan Paweł II przysposabiał mentalnie Polaków do żyda nadczłowieka, a co przecież jest oczywistym anty chrześcijaństwem, oględnie mówiąc, bo każda relacja, każdej społeczności czy jednostki z żydami cechuje się żydowską agresją, rasizmem i ksenofobią wymierzonych w każdego, kto nie jest żydem. W takim środowisku samo li tylko tolerowanie żyda jest bluźnierstwem wymierzonym w nauczanie ewangeliczne. Pontyfikat ten szczególnie szkodliwie odbił się na Polakach, co przecież widać w życiu codziennym, gdzie Polacy negatywnie wyróżniają się wśród innych narodów upadkiem nie tylko ekonomiczno-socjalnym, ale i etycznym. Największym jednak grzechem pontyfikatu Jana Pawła II — na naszej narodowej niwie — było zniszczenie naszej próby odbudowy polskiej tożsamości i godności, które zostały tak krwawo wyrugowane z naszego ducha, to przez okupację hitlerowską i później przez jeszcze od niej gorszą — żydokomunę. JP II ze szkłem powiększającym w ręku oglądał, każdy zaułek naszego bytu nie tylko religijnego, ale i socjalnego i bacznie pilnował, aby nic, co się przewija przez nasze życie, nie toczyło się bez żyda w roli głównej, który — nie inaczej miał być naszym wszechobecnym żydem — wzorcem stada. Żyd ten był właśnie cenzorem naszych zachowań, a nawet naszych myśli, donosicielem do Watykanu lub prasy światowej, gwałcicielem, rozbójnikiem, niszczycielem, a jeżeli potrzeba, to doraźnym egzekutorem niewygodnego antysemity. A nic co czynił, nie było grzechem!
Narodowi, zachowanie własnej odrębności jest warunkiem niezbędnym utrzymania jego ludzkiej godności, reguła ta dotyczy każdej społeczności na ziemi. To dlatego żydzi dążą do skibucowania wszystkich innych narodów, a dla siebie samych walczą o zachowanie własnej odrębności, a nawet i własnej tajemniczości, niedostępności sekretów własnego bytu dla oczu gojów, nawet tych, wśród których pasożytują, bo odbierając narodom ich osobowość, godność czynią je łatwym łupem swojego ludożerstwa.
W Polsce żydom udało się najbardziej, tu otrzymali przywileje, które od czasów Kazimierza Wielkiego ustanowiły ich nie tylko elitą lichwiarstwa, podatków, myto, ale dały im bezprzykładny beneficjent koszeru – wzorzec wzorca: Polaka podcieracza. Polak żyda podciera, bo żydowi zabrania tego wrażliwość religijna czasu szabatu, a co wytresowany Przywilejami kaliskimi Polak najlepiej rozumiał. Tego podcierania żyda nigdzie indziej w świecie nie było i nie będzie, tak jest tylko tu, w Polsce – co podkreślamy. A nie o podcieranie tylko chodzi, czy zapalanie ogieńka — na tym to się nie kończy. Polak dla żyda okradał innych Polaków, a nawet i własnego Króla, nadstawiał dla żyda czoła w walce przeciwko wschodniemu chłopstwu i kozactwu, dla żyda umierał w licznych wojnach i zabijał inne narody, a nawet w potrzebie żyda składał życie własnych dzieci w ofierze, jak np. Ulm. Na tym tle, mniemanie o wielowiekowych chrześcijańskich cnotach Polaków, jego wielkich biskupów czy księży jest wielkim urojeniem. W końcu, gdyby polscy biskupi prawidło sprawowali władze w swoich diecezjach, to tego podcierania żydów przez katolików nigdy by nie było, a już dawno temu, bo w roku 1751 sytuacja z polskim klerem z polską hierarchią była całkowicie beznadziejna i dlatego to papież Benedykt XIV — ponad głowami hierarchów polskich — zdecydował się na opublikowanie encykliki w sprawach polskich: Encyklika Papieża Benedykta XIV pt. „A quo primum” do Prymasa, Arcybiskupów i Biskupów Polski dotycząca tego, co jest zabronione żydom mieszkającym w tych samych miastach i okręgach, co chrześcijanie. List pasterski „A quo primum” Benedykta XIV nie wydał jednak pożądanych rezultatów i sto lat później rozbiory stały się faktem. Rozbiory były prostym skutkiem funkcjonowania żydowskiego państwa w Polsce. I jakby się nie skarżyć, rozbiory były tym, na co Polacy zasłużyli. Bo nie można mieć swojego Państwa swojej Korony, o ile nie ma się w sobie ducha wolnego i wyłącznego włodarstwa na Państwie i Narodzie, a służalczo toleruje się żydów. Rozbiorami odebrali żydzi Polakom i berło, i koronę, a tak to trwa do dzisiaj. Te żydowskie Grosy, Engelkingi etc. i ich utyskiwania o zbrodniach polskich na żydach w Jedwabnem, w Kielcach czy każdej wsi, getto ławkowym, mało gorliwym ratowaniu żydów w czasie okupacji, choć całkowicie nieprawdziwe w sensie racjonalnego spojrzenia na tamtą rzeczywistość, są jednak całkowicie zrozumiałe w sensie żydowskiej prymitywnej uczuciowości, ich wyniosłego rasistowskiego pojmowania sytuacji i ich apartheidowej, żydowskiej roli w polin. Żydzi od wieków całych są przyzwyczajeni do polskiego autoupodlenia. I teraz są zaszokowani, takimi marzannami czy kukłami Sorosa, czują się zagrożeni w swoich Przywilejach kaliskich, które nie tylko trwają do dzisiaj, ale obrosły nowymi prawami, szczodrze im przydzielanymi przez coraz to nowych Wojtyłów. To z tego powodu jest ta wielka wrzawa wokół marzanny czy judasza na Podkarpaciu – bo jest to zranienie żydowskich uczuć i oczekiwań: „Polin ma być już całkowicie nasz, a tu ciągle coś! Będziemy tak długo prowokować i karać, aż wszystko umrze.”
+ Sprawa Kurzei nie jest błaha, to dlatego wystawiono przeciwko niemu żyda Lesława Piszewskiego.
Lesław Piszewski to Przewodniczący Zarządu ZGWŻ i GWŻ, https://pl.wikipedia.org/wiki/B%E2%80%99nai\_B%E2%80%99rith\_(Polska) oraz jakiś czołowy działacz B’nai B’rith. https://pl.wikipedia.org/wiki/Les%C5%82aw\_Piszewski Jak widać wokół, żydzi wystawiają go wszędzie, gdzie tylko dzieje się coś dla żydów ważnego. Skoro Lesław Piszewski, będąc członkiem nielegalnej organizacji B’nai B’rith, pozostaje bezkarny – a udział w nielegalnych organizacjach jest karalny. A tu obowiązuje nie tylko ten dekret:
Dekret Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 22 listopada 1938 r. o rozwiązaniu zrzeszeń wolnomularskich. ... (+Pugna+) Dz.U. 1938 nr 91 poz. 624 Dziennik Ustaw 1938 91 poz. 624 Dekret Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 22 listopada 1938 r. o rozwiązaniu zrzeszeń wolnomularskich. Tekst ogłoszony: D19380624.pdf ...
Tu mamy także dekret o karalności:
DEKRET PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ - 1006, z dnia 30 listopada 1939 r. - o nieważności aktów prawnych władz okupacyjnych. ... (Okupacja żydowska w Polsce) DZIENNIK USTAW RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Angers, dnia 2 grudnia 1939 r. Nr. 102 DEKRET PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ Poz: 1006 — z dnia 30 listopada 1939 r. o nieważności aktów prawnych władz ...
To znaczy, że jego obecność czy w sądzie karnym, czy u Kaczyńskiego, a nawet w jakimś konflikcie o stragan na Bazarze Różyckiego, ma charakter absolutnie wykonawczy dla wszystkich sądów w Polsce. Niechby ktoś odważył się stawiać jakiś opór lub choćby nie chciał zauważyć obecności reprezentanta gminy, a co samo w sobie ma charakter nakazowy, egzekucyjny wyroku sądowego, który nawet jeszcze nie zapadł. Niechby ktoś spróbował.
A żyd Lesław Piszewski powiedział sądowi: „jako przedstawiciel społeczności żydowskiej, wyrażam wolę……społeczności żydowskiej…” – wniesione do protokołu przez sąd – Anna Tyszkiewicz!
+
Niewątpliwie sędzia Anna Tyszkiewicz zna mores, jak i prokurator Dariusz Ziółkowski http://www.warszawa.po.gov.pl/userfiles/file/Dariusz%20Ziolkowski.pdf Prokurator na rozprawie nie był obecny, a co jest szokujące nawet i należy sprawdzić, czy prawo procesowe na to zezwala. Tu akt oskarżenia miał być odczytany przez sędzię Annę Tyszkiewicz – a gdyby tak było – to jest to formalny błąd w sprawie, bo sędzia Anna Tyszkiewicz nie ma zdolności procesowej przypisanej oskarżycielowi publicznemu. Tu zaś zachodzi kwestia specjalnych uprawnień prokuratorskich, oskarżyciel ma prawo i obowiązek zmiany tytułu oskarżania z powodu ewentualnie nowych dowodów pojawiających się w sprawie – nawet w trakcie procesu. W tym procesie przeciwko Kurzei, zaraz po otwarciu posiedzenia sądu, oskarżyciel, mógł np. złożyć wniosek do sądu o odwołanie oskarżenia publicznego i sąd musi się do takiego wniosku przychylić.
W sprawie tej już na samym początku dopuszczono się wielu uchybień na niekorzyść oskarżonego Bartłomieja Kurzei. Uchybień dopuścił się sąd – stronniczość przewodniczącego sądu Anny Tyszkiewicz, mała zapobiegliwość adwokata Kurzej w kwestii zabezpieczenia praw procesowych klienta, dopuszczenie przed sąd Lesława Piszewskiego jako strony — świadka zbiorowego — reprezentującego gminy i kahały żydowskie (wspólne uchybienie sądu i pełnomocnika). (Piszewski wystąpił jako faktyczny oskarżyciel prywatny, ale bez żadnych konsekwencji prawnych w przypadku przegrania procesu.)
Oto one:
- Sprawa topienia i palenia jakiegoś czupiradła jest sprawą błahą – niski stopień ew. szkodliwości społecznej -i żadna społeczność prawnicza nie może sobie pozwolić na takie ekstrawagancje jak takie postępowanie sądowe karne, to bez konsekwencji stygmatyzacji działalnością terrorystyczną wymierzoną w takich Kurzejów czy Rybaków. Tu, sąd na niejawnym posiedzeniu powinien oddalić oskarżanie publiczne.
- Sąd nie powinien rozpoczynać posiedzenia bez udziału prokuratora (jeśli tak faktycznie było, mamy ograniczone informacje). W takiej sytuacji adwokat Kurzei powinien był wystąpić z wnioskiem formalnym o odroczenie rozprawy, złożyć wniosek o obciążenie finansowe odszkodowawcze prokuratora Dariusza Ziółkowskiego tytułem kosztów obecność oskarżonego Kurzei na rozprawie, która nie może odbyć swego posiedzenia z powodu nieobecności oskarżyciela. Adwokat winien był zażądać od sądu wydania tytułu egzekucyjnego wypłacenia odszkodowania na rzecz Bartłomieja Kurzei w trybie natychmiastowej wykonalności. A odszkodowanie nie ma dotyczyć jednie zwrotu kosztów z bilet tramwajowy, ale całości kosztów przed procesowych, jakie Kurzeja poniósł oraz start moralnych – np. stresu u artysty, który nie może tworzyć.
- Sąd nie powinien dopuścić do wystąpienia świadka zbiorowego Lesława Piszewskiego w czapce na głowie, zwanej ludowo mycką. W naszej kulturze nakrycie głowy ma także charakter instytucjonalny, a nie tylko religijny czy środowiskowo akceptowalny. Żaden sąd wezwany przez stronę do wydania nakazu zdjęcia czapki przez osobę prywatną znajdując się na sali rozpraw, nie ma prawa odmówić. Gdyby zaś, tu konkretnie, sąd odmówił wydania nakazu Piszewskiemu zdjęcia czapki z głowy, to oskarżony Kurzeja po złożeniu oświadczenia do protokołu miał prawo opuścić posiedzenie sądu z powodu wielu zasadniczych uchybień sądowych. Wtedy, w trybie bezzwłocznym, strona oskarżona winna złożyć wnioski procesowe o zmianę składu sędziowskiego, jako że sąd utracił wiarygodność w sensie bezstronności wobec stron. Tu zachodzi nawet wątek terroru żydowskiego wymierzonego w sędzię Anne Tyszkiewicza przez żyda Lesława Piszewskiego, narzędziem terroru była mycka, a nie tylko to.
- Sąd przejął oskarżenia — zniesławienie Polski i Polaków przez świadka Lesława Piszewskiego – które nie były przedmiotowe w sprawie oraz i wartość merytoryczna, musiała być przez sąd łatwo i wstępnie rozpoznana przez sędzię Annę Tyszkiewicz jako nieprawdziwa. Nie wolno było sądowi pozwolić na te wypowiedzi żyda Lesława Piszewskiego i sytuacja ta kwalifikuje się do postawienia sędzi Anny Tuszyńskiej w stan odpowiedzialności dyscyplinarnej, o ile nie karnej – korupcja.
„Osoby, które przeżyły holokaust były szykanowane i mordowane przez ludność polską w momencie, gdy próbowali wracać do swoich domów, gdzie w Jedwabnem w czasie wojny Polacy spalili innych Polaków tylko dlatego, że byli innej narodowości”. „Osoby, które przeżyły holokaust” – nowy, ogniotrwały gatunek biologiczny. Jak i też mamy Polaków, którzy są innej narodowości. Czy Piszewski ma problemy umysłowe, czy też jest to zasygnalizowanie aktu wymiany Polaka na żyda w sensie państwowym?!📷
„jako przedstawiciel społeczności żydowskiej, wyrażam wolę……społeczności żydowskiej…” – wniesione do protokołu! Tu należy rozważyć przypuszczenie czy nieobecność na posiedzeniu prokuratora Dariusza Ziółkowskiego, nie była mu nakazana przez gminę warszawską. Po pierwsze, w miejsce mowy oskarżycielskiej prokuratora, rolę tę przejął świadek świadka żyd Lesław Piszewski. Po drugie, żyd Lesław Piszewski dopuścił się bezpośredniego przestępstwa – pomówienia Narodu Polskiego o czyny, których nie popełnił, a które są powszechnie uznane za przestępcze, a takie publiczne pomówienie działa na szkodę Państwa i Narodu. W obu wypadkach nieobecność prokuratora była żydom wysoce pożądana.
- Sąd uchylił wiele wypowiedzi strony oskarżonego, tak ze strony adwokata, jak i samego oskarżonego Kurzei. Jest to najczęściej podstawa do zaskarżenia wyroku, bo sąd odmówi przyjęcia dowodów z zeznań strony oskarżonej, zanim strona zdołała wyłuszczać sprawę i spuentować wystąpienie.
+
Kiedy został wyraźnie ujawniony i zarysowany konflikt nomenklaturowo dowodowy na głęboką niekorzyść oskarżonego Kurzei – już na poziomie pism przed procesowych, jego pełnomocnik powinien złożyć wnioski ds. sądu o:
- usunięcie z wszystkich dokumentów prokuratorskich judaizmów jako dowodów (nomenklatury) w sprawie; a tym są wszelkie terrorystyczne judaizmy jak: - Antysemityzm, - Holokaust, - Shoah, - Getto ławkowe, …etc.
Pojęcia te nie są zdefiniowane, nie wiadomo co oznaczają, ale jest oczywiste, jakie przynoszą skutki dla osób stygmatyzowanych takim terminami. Np. holokaust jest terminem ukradzionym przez żydów, antysemityzm podobnie. To samo dotyczy pism przed procesowych oraz wniosków lub zenań w sprawie procesu.
Reasumując, sprawę karno-sądową, rozstrzyga się w dużym stopniu na poziomie przedprocesowym. Wstępne wyrzucenie pojęć, które nie są wymierne prawnie, ale posiadają ogromny ładunek emocjonalny, prejudycjalny, mający charakter in extenso, są narzędziem żydowskimi — terrorystycznym — ustawiają sprawę na poziomie konieczności wyłuszczenia problemów podstawowych, a co dla żydów posługujących nomenklaturą „antysemicką” jest niezwykle trudne.
Należy zatem:
- Złożyć wniosek o odwołanie składu sędziowskiego jako stronniczego. Wobec nowego składu sędziowskiego złożyć wnioski o oddalanie aktu oskarżania – na posiedzeniu niejawnym sądu – to z powodu rasistowskiego skandalu, jaki miał miejsce podczas pierwszego posiedzenia, a co zostało zaplanowane przedłożeniem dokumentacji mającej niedopuszczalną prawnie nomenklaturę oraz wyłączeniem prokuratora z pierwszego posiedzenia.
- Złożyć zawiadomienie do prokuratury o przestępstwie, z podejrzenia rasistowskiej korupcji w sądzie rejonowym karnym i prokuraturze jako wspólnej antypolskiej organizacji przestępczej.
- Złożyć zawiadomienie do prokuratury przeciwko żydowi Lesławowi Piszewskiemu o przestępcze pomówienie Narodu Polskiego.
- Złożyć zawiadomienie do prokuratury przeciwko gminom żydowskimi i żydom imiennym, których Piszewski reprezentował w sądzie o nakłanianie Lesława Piszewskiego do zbrodni przeciwko Polsce i Polakom.
No, ale czy adwokat Kurzei funkcjonujący w sprawie jak adwokat Rybaka, to wszystko potrafi? Jeśli nie, to biada, a najgorsze może być, że Kurzeja zacznie się dalej kajać i przepraszać, to byłoby najgorsze.
+++
A w rzeczy samej, jakikolwiek dialog Polaka z żydem jest zbrodnią. Żyd w Polsce jest absolutnie obcy i tu nie ma żadnych praw.
Papież zakazał jakichkolwiek umów z żydami, bo żydzi są perfidni i nie dotrzymują słowa.

Tak jest najkrócej, najsprawiedliwiej, najmądrzej.
(-) Red. Gazeta Warszawska
22 VII 2019
=========
Bartłomiej Kurzeja‏ @BartKurzeja 8h8 hours ago
Lesław Piszewski pomówił Naród Polski o zbrodnie komunistyczne i nazistowskie . W pełni wyczerpuje to znamiona przestępstwa z Art 133 KK. Każdy urażony tą wypowiedzią Lesława Piszewskiego powinien złożyć doniesienie o popełniu przestępstwa w prokuraturze.
https://twitter.com/BartKurzeja/status/1153199680165203968
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.08.30 17:23 Kacu5610 JESTEM OBCY W SWOIM DOMU - Krzysztof Pieczyński

JESTEM OBCY W SWOIM DOMU
"Niedawno rozmawiałem ze swoim katolickim znajomym. To była godzinna rozmowa podczas której chciałem się dowiedzieć dlaczego kolega jest częścią kościoła katolickiego. Streszczę Państwu jej najważniejsze wątki.
Za te kilka tysięcy kk kupił sobie trzy pokolenia niewolników. A może i więcej. Kolega nie odpowiedział jaką zbrodnię musiałby kościół popełnić żeby od niego odszedł. A przecież pomoc to pierwsza rzecz, którą mają opanowane sekty. Pomagają i w zamian za to wchodzą do życia. Otaczają opieką i pomocą do tego stopnia, że bez nich coraz trudniej jest sobie poradzić. Przy czym odcinają od wszystkiego co nie pochodzi od nich, gdyż celem tej pomocy jest ubezwłasnowolnienie. Za pomoc trzeba się odwdzięczyć i za pomoc trzeba odpłacić lojalnością. Gdy z czymś się nie zgodzimy zaczyna się szantaż, manipulacja i straszenie. Krok po kroku wprowadzają się do naszego życia i ustanawiają w nim swoje reguły. Wszystko w trosce o nas. Każda religia, każda sekta ma to przepróbowane i sprawdzone. Każda toksyczna relacja również.
Kiedy mówiłem przez trzy lata, że obecny papież jest taki sam jak jego poprzednicy nikt się ze mną nie zgadzał. Używa innego pudru ale istota jest niezmienna. Teraz z fałszywym uśmiechem wita Irlandczyków. Do kogo się uśmiecha? Będzie kłamać dopóki ta chora instytucja nie zostanie rozwiązana, ale zanim to się stanie ma odpowiedzieć przed sądem za krycie pedofilii i inne zbrodnie kk.
Dopóki będziemy zezwalać na bezkarność ludzi powołujących się na Boga, korporacji która miele tryliony, dopóty musimy się liczyć z tym, że podstawa naszej cywilizacji będzie oparta na kłamstwie, manipulacji i hipokryzji. One pozwalają na niekończące się wojny w imię Boga, patriotyzmu, obrony wartości. Człowiek znęca się nad człowiekiem ponieważ od dziecka jest uczony aby żyć w kłamstwie. Kłamstwo religijne przechodzi do innych sfer życia. Kościół katolicki nie pochodzi od Boga i nie ma związku z Bogiem. Papież ma stanowisko takie jak prezes, prezydent czy dyrektor jakiejkolwiek organizacji czy firmy. Zmuszacie ludzkość aby wyrównała do ostatniego w peletonie. Mam tego dosyć. Wracam do siebie."
Krzysztof Pieczyński
Znalazłem tu.
submitted by Kacu5610 to Polska [link] [comments]


2018.04.01 21:51 jaqqu7 Mahoutsukai no Yome [RECENZJA]

   Podchodząc do tej produkcji WIT Studio tak naprawdę nie wiedziałem, czego do końca się spodziewać, z jednej strony nie jestem wielkim fanem romansów i historii opartych o relacje miłosne między bohaterami. Z drugiej jednak – bardzo zaintrygował mnie projekt świata mający łączyć świat magii, wróżek i antycznych magicznych stworzeń, który istnieje gdzieś obok naszego współczesnego. Bez typowego dla gatunku fantasy przeniesienia akcji do fikcyjnego uniwersum, mającego w jakiś sposób imitować czasy średniowiecza – ten koncept, choć wciąż popularny i dający spore możliwości autorom przy prowadzeniu opowieści, jest jednak mocno oklepany i każde odejście od tego tropu przyjmuję z otwartymi rękami jako fan gatunku. Zaintrygowało mnie, ile można z tego wyciągnąć i w jaką stronę to wszystko pójdzie… nie spodziewałem się jednak ani tego, iż dostanę coś bardzo podobnego do jednego z moich ulubionych anime/mang, czyli Mushishi, ani tak mocnego emocjonalnego roller coastera, jakiego mi tutaj zaoferowano. Ale od początku…
 
   Mahoutsukai no Yome skupia się na historii nastoletniej bohaterce Hatori Chise, którą po raz pierwszy spotykamy, gdy decyduje się oddać się na magicznej aukcji, jako eksponat do sprzedaży. Spowodowane jest to tym, iż osierocona, pozbawiona miejsca, które mogłaby nazwać domem i jakichkolwiek bliskich dla niej osób – nie widzi możliwości, aby nadal żyć w dotychczasowy sposób, miotana od jednego domu zastępczego do drugiego, bez perspektyw, że cokolwiek może się zmienić. W dużej części jest to spowodowane przez jej nadnaturalny dar: otóż potrafi widzieć i wchodzić w interakcję ze stworzeniami, jakimi inne „zwykłe” osoby nie są w stanie dostrzec ani tym bardziej dotknąć. Przez to też spotkała się z całą masą niezrozumienia, ostracyzmu, a nawet wrogości, gdy samotnie musiała się mierzyć z czymś, co dla pozostałych po prostu nie istniało. Na to wszystko nałożyła się jeszcze osobista trauma związana z jej matką i pewnymi tragicznymi wydarzeniami z dzieciństwa. I tak postawiona przed między myślami samobójczymi, a propozycją bycia choć raz przydatną dla kogokolwiek, nawet jeżeli miałaby stanowić tylko obiekt eksperymentów osób obcujących ze światem magicznym (szybko okazuje się, że nawet tam jej umiejętności są dość niespotykane i rzadkie, a przez to niezwykle cenne) – jest dla niej jakkolwiek pocieszająca i kojąca. Tam jednak pojawia się tajemniczy jegomość, o zasłoniętej twarzy i potężnej posturze, który bez większego wahania płaci za nią małą fortunę i tym samym nabywa ją, jako swoją własność. Tak też spotykamy tytułowego maga (w wolnym tłumaczeniu tytuł anime, to Ancient Magus Bride) o imieniu Elias Ainsworth, który okazuje się być nie tylko potężnym czarodziejem, a także na wpół potwornym stworzeniem z pogranicza naszego materialnego świata i planu magicznego, który chce z niej uczynić swoją uczennicę (a może i coś więcej). Tym samym Chise trafia w sam środek spraw wróżek, elfów, antycznych bóstw i złośliwych starożytnych stworzeń. Czy może jednak tutaj uda jej się odnaleźć prawdziwy dom i chęć do dalszego życia? Jakie plany ma wobec niej Elias? I co takiego wydarzyło się w jej przeszłości, że doprowadziło ją do tego punktu w jej egzystencji? Tego musicie sami się dowiedzieć sięgając po anime (lub mangę, która stanowi oryginał i wciąż jest publikowana).
 
   To, co opisałem w powyższym akapicie, to zaledwie szybkie synopsis wstępu do serii i pierwszego odcinka, który zapoznał nas po raz pierwszy z naszymi bohaterami – nie chcę zdradzać nic więcej na temat historii, bo psucie wam przyjemności z jej odkrywania nie jest celem recenzji, nie? Natomiast w tym miejscu chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedną rzecz – Mahoutsukai no Yome jest w pewien sposób adaptacją klasycznej opowieści o „Pięknej i Bestii”, tak nie przesłyszeliście się. Autorka oryginału sama zresztą przyznała się do tego, że tamta baśń stanowiła dla niej olbrzymia inspirację. Tak teraz będąc już po seansie nie trudno mi się z tym nie zgodzić – rzeczywiście relacja między Eliasem, a Chise bardzo tamtą historię przypomina, jednocześnie oczywiście przerabia ją na własną modłę. Poczynając od odejścia ukazania świata bajkowego na, jak zresztą wspominałem wyżej, pewien mix tego fantasy i współczesnego, jaki otacza nas, na co dzień. Do tego całe lore jest oparte na całym mnóstwie odniesień do wierzeń europejskich kultur: tak też mamy tutaj zarówno celtyckie potwory, jak i stworzenia żywcem wyciągnięte ze skandynawskich i germańskich podań. Także pojawiają się elementy bliskowschodnie, a nawet folklor chrześcijański, choć te są prezentowane w mniejszości, a ze względu na miejsce akcji, czyli Anglię, najbardziej prominentne są te odnoszące się do właśnie tamtejszego bestiariusza oraz literatury. Wracając jednak do „Pięknej i Bestii” – autorka była ciekawa, co by się stało, gdyby bestia rzeczywiście była potworem, a nie przemienionym ludzkim przystojniakiem, jak mogłyby wyglądać w takim przypadku interakcje między bohaterami i dynamika rozwoju ich relacji, gdy nie ma obaw, że tamten magicznie odzyska „prawdziwe” ludzkie oblicze. Z podobnego odwrócenia klasycznego tropu niedawno przecież także skorzystał del Toro w swoim „Kształcie Wody”.
 
   W tym miejscu warto zaznaczyć, że przeszłość i traumy Chise, jak i fakt, że Elias nie jest ani tak do końca człowiekiem, ani magicznym stworzeniem są bardzo ważne dla całej historii. Z jednej strony mamy bohaterkę przepełnioną żalem, pozbawioną chęci do życia, żyjącą w ciągłym strachu przed byciem ponownie porzuconą i zostawioną w samotności, z drugiej potwora pozbawionego empatii, który nawet, jeżeli czuje emocje, to nie potrafi ich w żaden sposób zinterpretować. Natura maga powoduje, iż nie rozumie międzyludzkich relacji, znaczenia uczuć i ich wartości. Tak, więc jedną z przyczyn do zakupu Chise, oprócz jej niezwykłych i potężnych zdolności magicznych, była chęć studiowania kogoś w swoim pobliżu i może się ewentualnie o nich czegoś dowiedzieć, poznać lub zrozumieć, tym bardziej, że w swoim długim życiu, jego doświadczenia na tym polu nie były zbyt rozbudowane. Oprócz nich w opowieści spotykamy także inteligentne smoki wraz z ich opiekunem na Islandii, innych ludzkich magów oraz takie osoby, które nie dysponują osobiście zdolnościami do czarowania, ale badają sposoby wykorzystania magii poprzez naukę i poznanie zasad jej działania. Oprócz tego pewnego mrocznego psa związanego od wieków z cmentarzem przez śmierć jego pani, parę antycznych celtyckich bóstw czuwających nad wszelkimi mitycznymi stworzeniami Anglii, a także wiekową przeklętą istotę szukającą sposobu, aby zakończyć swoje życie.
   Ogółem, to cała opowieść koncentruje się głównie na protagonistce i jej drodze do tego, by przełamać krępujące ją doświadczenia i blokady mentalne, pogodzić się z własną przeszłością i móc wreszcie stanąć na własnych nogach. Każda z pojedynczych historii staje się pretekstem do konfrontacji Chise z jej wewnętrznymi demonami obawami. Odkrywaniem, iż otaczający jej świat jest znacznie większy niż emocjonalna bańka, w jakiej do tej pory tkwiła, że istnieją osoby, na których jej będzie zależało, jak i oni także odwzajemnią te uczucie wobec niej. Co najlepsze w tym jest, iż progresja tej przemiany jest poprowadzona naprawdę fenomenalnie – już dawno nie widziałem, żeby tak sprawnie, z wyczuciem i subtelnością ktoś podszedł do tego tematu. Bohaterka nie zmienia się od razu, nie dzieje się to przez pstryknięcie palcem, ani poprzez magiczną inkantację, która mogłaby odsunąć nieprzyjemne wspomnienia z przeszłości w dal. Zamiast tego mamy pokazane jak krok po kroku, z każdym nowym spotkaniem, z zyskiwaniem osób, które może nazwać przyjaciółmi, a nawet jej „nową” rodziną udaje jej się wychodzić z marazmu, zrozumieć wagę swojego życia i jak cenne są wszelkie interakcje z innymi. Można powiedzieć, że to historia o odrodzeniu się na nowo, co w pewnym momencie było spotęgowane także pewnymi wizualnymi odniesieniami do legendarnego stworzenia, jakim był feniks – słynący przecież z cyklu śmierci i regeneracji. Tak też Chise w pewien sposób umarła dla swojej poprzedniej egzystencji i powoli odradzała się, nie był to jednak bezbolesny proces. Czasem musiała zmierzyć się na nowo ze stratą, innym razem postawić na szali własne życie, aby uratować inne, niejednokrotnie jej chęć udowodnienia, iż jest przydatna dla innych powodowała, że niepotrzebnie ryzykowała i nie ceniła własnego zdrowia. Na tym tle też bardzo ciekawie wypadła relacja między Eliasem i Chise, chociaż na pierwszy rzut oka mogła się wydawać nieco, hmm… niepokojąca, to im lepiej ich poznawaliśmy i bliżej przyglądaliśmy się ich wspólnemu życiu, tym bardziej przekonywaliśmy się, że są sobie bliżsi niż początkowo sądziliśmy, a więź między nimi jest znacznie głębsza i skomplikowana niż mogłoby się wydawać – to tego ona także ewoluuje, przechodzi zmiany, kryzysy zaufania, jak i bardziej intymne (ale nie seksualne!) momenty między bohaterami, gdzie widzimy jak bliscy się sobie stali. Nie mówiąc już o tym, że Mahoutsukai no Yome to istny wyciskacz łez – szczerze nie pamiętam, żebym tyle razy był bliski rozpłakania się jak dziecko przy oglądaniu anime jak tutaj, wiele odcinków kończyłem ze szklanymi oczami, a przy śmierci jednego starego smoka dosłownie mi łzy ciekły po policzkach. Nie jest jednak to tylko zasługa świetnej historii, ale także…
 
   …fenomenalnej oprawy audiowizualnej. Produkcja WIT Studio wygląda i brzmi absolutnie fantastycznie. Ciężko mi do czegokolwiek się przyczepić, zarówno postacie ludzkie są stworzone szczegółowo, każda z nich ma swoje własne cechy charakterystyczne i różnią się od siebie zachowaniem, gestykulacją i ogólną mową ciała. Do tego dochodzi niesamowicie dobre oddanie emocji na ich twarzach, gdzie dosłownie możemy często zobaczyć ból, radość, smutek i całe pozostałe spektrum uczuć, jakie mogą z siebie ludzie wydobyć. Jednak, czym byłoby anime typu fantasy bez ciekawych magicznych stworzeń – i tutaj także nie możemy narzekać na brak intrygującej fauny i flory z świata duchów, wróżek i antycznych bóstw. Otaczająca Chise rzeczywistość jest nimi wypełniona: od duchów reprezentujących żywioły, poprzez smoki, groteskowe demony, aż po centaury i satyry. Jest tutaj tego cała masa, a na to wszystko nakłada się jeszcze to, co jest nam prezentowane w tłach przedstawiających dane lokacji – te są absolutnie prześliczne. Przywiązanie do szczegółów robi wrażenie, dochodzi do tego świetne użycie kolorów, które niejednokrotnie buduje nam klimat grozy lub obcowania z czymś onirycznym. Niech tutaj za przykład posłuży magiczna kraina, do której w pewnym momencie trafia para głównych bohaterów – olbrzymie drzewa, paleta barw oparta o złocienie, pomarańcze, a nawet nieco wpadająca w sepię, powoduje, iż czujemy się jakbyśmy znaleźli się dosłownie w krainie marzeń sennych, jakimś dawno utraconym dla współczesnego człowieka świecie mistycyzmu, duchowości, który jest nieśmiertelny i wieczny, gdzie stworzenia z podań i legend mogą żyć z dala od ludzkich oczu. Miało to klimat, który czuć było np. w tolkienowskim Rivendell, czy Lothlorien, miejsca poza czasem i przestrzenią, pełnego cudów i magii. Do tego nie raz odwiedzaliśmy angielską prowincję z jej pagórkami, a także nowoczesny, pełen szkła i stali Londyn. Także od strony animacji – Mahoutsukai no Yome nie ma się czego wstydzić, chociaż samo oparte jest głownie na bardziej spokojnych obrazach, dających nam delektować się przede wszystkim obrazami, to jednak scen akcji nie brakuje, a te dostarczają pokazu, że animatorzy z WIT Studio to całkiem utalentowana banda. Szczególnie duże wrażenie robi tutaj na mnie użycie różnego typu efektów komputerowych i cząsteczek do wygenerowania np. tysięcy płatków kwiatów w jednej ze scen lub zabawę z pewnymi wizualnymi reprezentacjami dla scen, aby jeszcze mocniej podkreślić to, co czują bohaterowie – tak abyśmy mogli to czuć jak największą ilością zmysłów...
   …co daje nam płynne przejście do chwili porozpływania się nad muzyką. I chociaż mamy tutaj do czynienia z debiutantem jeżeli chodzi o komponowanie ścieżki dźwiękowej do anime, to jednak czapki z głów na roboty Pana Junishiego Matsumoto. Soundtack składa się przede wszystkim z bardzo spokojnych, melodyjnych utworów, doskonale pasujących do klimatu serii i świetnie podkreślających mocne oparcie jej na emocjach. Nie bał się użyć w znaczących momentach specjalnie nagranych piosenek, których tutaj jest kilka i każda z nich brzmi rewelacyjnie, szczególnie, iż pozwolił sobie także na zaczerpnięcie inspiracji z celtyckiej muzyki, a nawet użycie jednego z języków składających się na tę rodzinę lingwistyczną. Oprócz tego dużo tutaj mamy kompozycji smyczkowych, użycia dzwonków podkreślających magiczny charakter serii, a także parę utworów bardziej symfonicznych, choć całość nadal stara się utrzymać ten bardziej kameralny i osobisty vibe. Do czego miałbym jednak największe pretensje tutaj – to przede wszystkim do openingów i endingów. O ile pierwsza czołówka była całkiem ok, miała parę ciekawych elementów, to jednak nie wznosiła się ponad przeciętny, solidny poziom, a całość nazbyt opierała się na użyciu wyciętych scen prosto z anime… tak drugi opening był jak naplucie w twarz, gdzie praktycznie składał się wyłącznie wyrwanych z kontekstu fragmentów i to nawet nie z drugiej połowy sezonu, ale niemal wyłącznie z tego, co już widzieliśmy. Absolutnie takiego lenistwa się po autorach nie spodziewałem i w tym aspekcie strasznie mnie zwiedli. Niewiele także mogę powiedzieć o endingach poza tym, że są – one również niczego ciekawego nam nie zaprezentowały, a szkoda, bo można było z tego wyciągnąć naprawdę mnóstwo intrygujących pomysłów i pozwolić nam jeszcze przez chwilę poobcować z odcinkiem zamiast od razu wyłączać odtwarzacz przez brak powodów do pozostania na napisach.
 
   Podsumowując – jeżeli jesteście fanami tych anime opartych bardziej na klimacie i delektowaniu się nieśpiesznie rozwijającą się fabułą, gdzie środek ciężkości jest przesunięty w kierunku emocji bohaterów i eksplorowania ich relacji, to bardzo polecam. Już dawno żadne anime nie dało mi takiego kopa w jądra, może nie jest to jeszcze poziom Mushishi, ale i tak uważam, że warto się z tą współczesną baśnią zapoznać, no niewiele jest tego typu produkcji na rynku, a dobrych jeszcze mniej.
Mam także szczerą nadzieję na kolejny sezon, gdyż poruszono tutaj mnóstwo wątków, które nie znalazły swojego ostatecznego rozwiązania, a przypominam, że manga wciąż wychodzi, więc szansa na to, iż ponownie spotkamy Chise i Eliasa jest spora.
submitted by jaqqu7 to anime_dyskusje [link] [comments]


2016.05.18 21:37 ben13022 Wojny na szczycie. Pół roku rządu PiS.

W obozie władzy widać już pierwsze pęknięcia.
Mija właśnie pół roku od utworzenia rządu PiS, a także rok od sensacyjnej wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Ten czas wystarczył, by w obozie władzy pojawiły się pierwsze pęknięcia. Zaraz po przejęciu władzy Jarosław Kaczyński tak poprowadził wojnę o Trybunał Konstytucyjny, by pani premier i prezydent musieli stanąć po stronie kontrowersyjnych działań PiS. Zgodnie z jego zamierzeniem zablokowało to Beacie Szydło i Andrzejowi Dudzie możliwość flirtowania z centrolewicowymi elitami i umiarkowanym elektoratem. Ale nie stało się receptą na jedność obozu PiS.
Wobec braku koalicjanta i przy słabej opozycji elita PiS – centrala partii z jej prezesem, rząd i Kancelaria Prezydenta – zajęły się wewnętrzną walką o władzę i pozycję.
Prezydent łamie umowę
Umowa miała być taka. Po powrocie na początku kwietnia z USA prezydent Andrzej Duda ogłasza się ojcem narodu i proponuje kompromis w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Oczywiście ów „kompromis" wysmażył wcześniej Jarosław Kaczyński i podsunął go prezydentowi. Obmyślone w centrali PiS rozwiązanie nie polega na zaprzysiężeniu trzech wybranych pod koniec rządów Platformy sędziów TK ani na wydrukowaniu zaległych orzeczeń Trybunału. Wprowadza za to inne rozwiązania, które umożliwiają uruchomienie TK i uznawanie przez władze jego kolejnych orzeczeń – choćby zmianę definicji pełnego składu, tak aby obecnych 12 sędziów za takie grono zostało uznanych. Ale gdy Duda wraca z Ameryki, dokonuje zdumiewającego zwrotu. Podczas hucznie obchodzonej rocznicy Smoleńska wygłasza przemówienie, które nawołuje do pojednania, choć Kaczyński domaga się rewanżu. Jednocześnie odmawia angażowania się w sprawę Trybunału, uznając, że na tym konflikcie traci wizerunkowo i chce się od niego trzymać jak najdalej. Potem w telewizyjnym wywiadzie oświadczy: – Rozwiązanie problemu TK nie jest moim zadaniem. Problem zaczął się w Sejmie i to Sejm musi go rozwiązać. Kaczyński nie wścieka się, to nie w jego naturze. Jest zdumiony. To wtedy zapada decyzja, by niespodziewanie, w piątek przed długim majowym weekendem, PiS złożyło w Sejmie projekt nowej ustawy o TK, w której zapisano rozwiązania proponowane pierwotnie Dudzie.
– W relacjach Kaczyńskiego z Dudą powiało chłodem. Po raz pierwszy stało się tak, że obaj panowie się na coś umówili, a Duda się z tego wycofał. To będzie miało duże znaczenie w ich dalszych relacjach, twierdzi bliski współpracownik Kaczyńskiego.
W PiS narastają teorie spiskowe, w których szarą eminencją, popychającą prezydenta do starcia z Kaczyńskim, jest pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda. Wspomagać ją mają spece od wizerunku pracujący niegdyś dla PiS, a dziś dla prezydenta – Bogdan Szczesiak oraz Marek Kochan. Ich celem ma być odseparowanie prezydenta od kontrowersyjnych działań prezesa PiS, żeby umożliwić mu starania o drugą kadencję.
Kaczyński o otoczeniu Dudy mówi źle – i w nieoficjalnych rozmowach, i w wywiadach prasowych.
– Chyba bardzo go bolą te opowieści, że może być od kogoś zależny, jego otoczenie jakoś wyjątkowo to przeżywa, mówił prezes PiS w wywiadzie dla prawicowego tygodnika „wSieci".
– Tam dbałość, by być oddzielnie, samodzielnie, autonomicznie, jest bardzo silna. Ja to zaakceptowałem, choćby dlatego, że nie miałem innego wyjścia. Ale w związku z tym proszę mnie nie wiązać z tym, co tam się dzieje, bo tego związku nie ma.
Oczywiście prezydent jest – jak mówią jego współpracownicy – „twardym pisowcem", a zatem wyznaje doktrynę polityczną Kaczyńskiego i podziela jego sposób widzenia większości polskich spraw. Widać jednak wyraźnie, że zdał sobie sprawę, iż nie służy mu bezkrytyczne żyrowanie wszelkich decyzji Kaczyńskiego. W dodatku coraz bardziej doskwiera mu ostracyzm środowisk prawniczych, zwłaszcza uniwersyteckich. To cena, jaką płaci za udział w wojnie Kaczyńskiego z elitami.
Wojny między ministrami.
Coraz bardziej szorstkie relacje Kaczyńskiego z Dudą to niejedyny kłopot obozu władzy.
Poważnie iskrzy też w samym rządzie. Wojny między sobą toczą ci ministrowe, którzy mają najsilniejszą pozycję polityczną. Minister skarbu Dawid Jackiewicz z wicepremierem Mateuszem Morawieckim, o strategię wobec państwowych spółek i wpływ na obsadę stanowisk. Koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński z szefem MSW Mariuszem Błaszczakiem o kontrolę nad sektorem bezpieczeństwa państwa. Szef MON Antoni Macierewicz z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą o wpływ na prokuraturę wojskową oraz na śledztwo smoleńskie. Najnowsza wojna to konflikt niedawnych sojuszników w obsadzie spółek Skarbu Państwa. Dzięki Jackiewiczowi kontrolę nad PZU przejęli ludzie Ziobry, a pracę w spółce zależnej ubezpieczyciela dostała nawet żona ministra. Sielanka trwała krótko, dziś ziobryści są z PZU rękami Jackiewicza usuwani. W dodatku rząd zaczyna przypominać to, co Kaczyński nazwał kiedyś „Polską resortową" – ministrowie opierają swe resorty na najwierniejszych współpracownikach, odcinając się od innych nurtów w partii. Przodują w tym Macierewicz, Kamiński i Ziobro – ich ministerstwa to udzielne księstwa, do których nawet Szydło nie ma pełnego dostępu. Na efekty takiej hermetycznej polityki nie trzeba było długo czekać – Błaszczak powołał na komendanta głównego policji Zbigniewa Maja, bo Kamiński nie poinformował go, że CBA prowadzi sprawę korupcyjną, w której przewija się nazwisko policjanta.
O planach i działaniach Macierewicza członkowie rządu najczęściej dowiadują się z gazet. Zaś Ziobro obsadził wszystkie główne stanowiska w prokuraturze swoimi ludźmi, widowiskowo degradując nawet dawnych współpracowników Lecha Kaczyńskiego.
Co więcej, część członków rządu, zwłaszcza ci najostrzej walczący o władzę, praktycznie nie uznaje zwierzchnictwa pani premier, raportując bezpośrednio do Kaczyńskiego. Miękka ręka pani premier
Wszystkie te zjawiska to efekt słabej pozycji politycznej Beaty Szydło i jej miękkiej ręki. Trwa zresztą nieoficjalny casting na następcę pani premier, bo ministrowie zdają sobie sprawę, że Kaczyński może ją wymienić w każdej chwili i pod byle pretekstem. On sam zresztą świadomie i regularnie wysyła do opinii publicznej – i do samej Szydło – takie sygnały. A to nazwie jej premierostwo „eksperymentem", a to cierpko oceni osiągnięcia rządu, a to przyjmie ją na oschłej audiencji liczonej w minutach, z której relacja wycieknie do gazet.
– Wyniki muszą zostać pod koniec roku podsumowane. Nie ma nic gorszego niż samozadowolenie, nie ma nic gorszego niż przekonanie, że wszystko idzie świetnie – rzuca publicznie prezes PiS.
Wbrew pozorom wcale nie musi to oznaczać rychłej rekonstrukcji rządu, o której w obozie władzy regularnie się spekuluje.
– Kaczyński ma taką metodę zarządzania. Jego krytyczne wypowiedzi mają służyć dyscyplinowaniu Szydło. Nawet, a może przede wszystkim, jeśli to krytyka nieuzasadniona, twierdzi nasz rozmówca zbliżony do kręgów władzy.
– Ale wcale to nie musi oznaczać, że Kaczyński wkrótce odwoła Szydło.
Według naszych rozmówców podobnym celom służy lansowanie przez Kaczyńskiego wicepremierów Mateusza Morawieckiego i Piotra Glińskiego, obaj typowani są na następców Szydło. Lider PiS chce ich widowiskowo umocnić, powołując na wiceprezesów PiS, choć z partią do niedawna niewiele i jednego, i drugiego łączyło.
Pani premier świetnie zdaje sobie sprawę ze swej eksperymentalnej roli. Choć jest skazana na lojalność wobec Kaczyńskiego, to pozwala sobie na strofowanie jego faworytów.
Nie przypadkiem w tygodniku „wSieci" obsztorcowała niedawno Morawieckiego, tak chwalonego przez lidera PiS.
– Trzymam kciuki za Mateusza Morawieckiego i za to, by udało mu się wprowadzić w życie to, co nam wszystkim zaprezentował. Ale czas przechodzić do konkretów, czas na efekty- oświadczyła.
Pod czujnym okiem prezesa
Lider PiS może tylko zacierać ręce, obserwując wyścigi swych pupili po władzę. Nie martwi go nawet bliska współpraca Szydło i Dudy, którzy w niepewnych politycznie czasach starają się pielęgnować wzajemną lojalność.
Wszak Szydło lider PiS może strącić w niebyt w każdej chwili. Zaś prezydent, który jest chroniony przed wolą Kaczyńskiego swą konstytucyjną kadencją, na razie niezależność wobec prezesa ćwiczy jedynie w gronie najbliższych współpracowników.
Źródło: www.rp.pl/Rzecz-o-polityce/305179863-Wszystkie-wojny-na-szczytach-PiS.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


'Pierwsza miłość': Łukasz Magnus, obrońca gangsterów (Jan Wieczorkowski) 'Ślub od pierwszego wejrzenia': Szokujące zachowanie Adama ... I Świętojański Spływ Turystyczny w Krakowie - etap: śluzowanie.mp4 Limenas, Thasos - pierwsza relacja XV Ryjek - Pierwsza relacja I Maraton Beskid Niski - relacja Michu Baloo - pierwsza wiosenna kąpiel Pierwsza relacja na żywo OGNISKO Pierwsza relacja nowej telewizji  PL1.TV - YouTube

Narratio prima - Relacja pierwsza - Witold Tomaszewski

  1. 'Pierwsza miłość': Łukasz Magnus, obrońca gangsterów (Jan Wieczorkowski)
  2. 'Ślub od pierwszego wejrzenia': Szokujące zachowanie Adama ...
  3. I Świętojański Spływ Turystyczny w Krakowie - etap: śluzowanie.mp4
  4. Limenas, Thasos - pierwsza relacja
  5. XV Ryjek - Pierwsza relacja
  6. I Maraton Beskid Niski - relacja
  7. Michu Baloo - pierwsza wiosenna kąpiel
  8. Pierwsza relacja na żywo OGNISKO
  9. Pierwsza relacja nowej telewizji PL1.TV - YouTube

Jako pierwsi zdajemy wam najświeższe relacje z tego co się działo podczas XV Rybnickiej Jesieni Kabaretowej. We wtorek w Rybnickim Centrum Kultury odbył się ... Beskid Niski Maraton to spadkobierca biegowej tradycji Maratonu Naftowego. 24 maja 2015 roku odbyła się jego pierwsza edycja. Maraton Beskid Niski to asfaltowy bieg górski, którego trasa ... Niedźwiedź Baloo, uratowany z cyrku, w naszym azylu odzyskuje radość życia. Największa frajdę sprawiają mu kąpiele - oto relacja z pierwszej wiosennej kąpieli Baloo to niedźwiedź ... Byliśmy na procesie wytoczonym 'Warszawskiej Gazecie' przez Niemca Marka Dekana, szefa wydawnictwa Ringer Axel Springer Polska, w sprawie próby zablokowania ... Jego relacja z Melką przerodzi się w coś silniejszego, czy będzie to miłość? To może być niebezpieczne połączenie! „Pierwsza miłość” od poniedziałku do piątku o 18:00 w Polsacie. ZAPRASZAM WAS DO SUBSKRYBOWANIA KANAŁU ♡INSTAGRAM: https://www.instagram.com/czerwcowalenka/ ♡TWITTER: https://twitter.com/czerwcowalenka ♡FACEBOOK: https://... Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube. Relacja z cyklicznej (w założeniu) imprezy motorowodnej pod nazwą: Świętojański Spływ Łodzi Turystycznych w Krakowie. W tym roku rozpoczęła się pierwsza jego... Pierwsza Publiczna wakacyjna relacja z Limenas. po prostu dla zabawy, ale jak się komuś spodoba to fajnie. Niestety na żywca, bo tu na tablecie nie spos9b wy...